image4

Sonda internetowa

Czy jesteś za zakazem handlu w niedzielę?

Humor związkowy

 aaa

 

00a praca

 

dem oty4

 oszczednosci m

 zadowolony m

    praca67 m

Panel logowania

Facebook

Harmonogramy

KASA 2019m

Harmonogram pracy w systemie czterozmianowym.

 4 bryg 2019m

 

WYCIECZKI

 

turcja2m

 

PRAGA2019m

 

POLIGON m

 

PLAN WYCIECZEK NA 2019 ROK

  wycieczki2019m

 

Najbliższe wydarzenia

Pożegnaliśmy Prezydenta

14 kwietnia złożyliśmy hołd tragicznie zmarłemu Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu i jego żonie, pierwszej damie R.P. Marii Kaczyńskiej. Dwa autokary pełne ludzi zorganizowane w tak krótkim czasie świadczą o powszechnym szacunku do urzędu Prezydenta i woli odczuwania żałoby narodowej oraz przeżywania tej tragedii głęboko, razem w zadumie.

Żal, pokora, smutek. To najczęstsza reakcja ludzi zgromadzonych przed pałacem Prezydenckim. Oczekujących w kilkugodzinnej kolejce po to aby oddać hołd i pożegnać Swojego Prezydenta i jego małżonkę. Ludzi, których połączyło przede wszystkim to że w tragicznych dniach chcą być razem, czują się Polakami i uważają że Ś.P. Prezydent R.P. Lech Kaczyński był wielkim Patriotą, mężem stanu i przede wszystkim uczciwym, dobrym człowiekiem.

Wraz ze sztandarem, jako jedni z pierwszych górników pojawiliśmy się na placu przed pałacem Prezydenckim ok. godz. 9 rano. Szukając końca zakręconej kilkakrotnie kolejki powitani zostaliśmy brawami od osób oczekujących na swoje ostatnie spotkanie z parą Prezydencką. Żadne słowa nie odzwierciedlą tego co czuje wtedy człowiek, któremu inni wyrażają szacunek i dziękują w ten sposób za to, że jest z nimi, razem w takiej sytuacji i w takich a nie innych poglądach. Oczekując w dziewięciogodzinnej kolejce na ostatnie spotkanie, rozmawialiśmy z przypadkowymi ludźmi z pośród kilkudziesięciu tysięcznej grupy oczekujących, wymienialiśmy opinie, poglądy i wszędzie w każdej z tych rozmów emancypował spokój, szacunek, pojednanie i dobre słowo. Bez różnic, klas politycznych, związkowych, wyznań czy narodowości. W tamtej chwili tam na placu BYLIŚMY PO PROSTU RAZEM, wspólnie w obliczu tej tragedii. Choć nikt o tym głośno nie mówił to potrzebowaliśmy przekonania że potrafimy się jednoczyć w trudnych chwilach. Zobaczyć to na własne oczy. Żadne słowa pisane nie odzwierciedlą również tego co każdy z nas czuł i myślał już tam na miejscu, u kresu, przed trumnami, składając hołd poległym na służbie dla Ojczyzny. Zapomina się na chwilę o zmęczeniu i trudach podróży. Jak najdłużej chce się zapamiętać tragiczny obraz Sali Kolumnowej Prezydenckiego Pałacu. Po to by w patriotyźmie przekazywać go dalej, następnym pokoleniom, tworząc historię naszej Rzeczypospolitej.

Na uwagę zasługuje artykuł ?Już nie przeszkadza? Zdzisława Krasnodębskiego, profesora Uniwersytetu w Bremie i Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie zamieszczonego 14.04.2010 r. w ?Rzeczpospolitej?, którego obszerne fragmenty publikujemy poniżej.

M.Dołkowski

 

Najbardziej dotkliwe obelgi, drwiny, poniżające wyzwiska sypały się na Prezydenta RP. Pomiatano Nim w sposób bezprzykładny, nękano Go bezustannie ? pisze filozof społeczny.

Obelgi były zaszczytem

Od paru lat spadały na nas wyzwiska ? na tych wszystkich, którzy nie chcieli przyłączyć się do chóru wylewających pomyje na głowę Prezydenta, przystąpić do walki z kaczyzmem, dołączyć się do zbożnego czynu dożynania watah. Tak jakby nie było o wiele łatwiej płynąć z głównym nurtem, pisać do ?GW? i odcinać kupony od poglądów wytartych w powszechnym obrocie. Nie, wcale się nie skarżę. Te obelgi były zaszczytem. Dzisiaj wiem, że są największym zaszczytem, jaki mnie spotkał w życiu.

Znacznie potężniejsze razy spadały na współpracowników Prezydenta i polityków PiS, także takich, których kiedyś Platforma chciała mieć w swoim szeregu, jak Grażyna Gęsicka. Nie mogę zapomnieć, jak uszargano Annę Fotygę, która chciała służyć Prezydentowi, realizować jego politykę najlepiej jak umiała. Można się było nie zgadzać z tymi celami, ze sposobami ich realizacji. Ale drwiny dotyczyły sposobu bycia, wyglądu. Znamy także odwrotne przypadki ? wystarczyło się odciąć od Prezydenta i jego brata, by znowu zostać uznanym za subtelnego intelektualistę, by wznosić się w rankingach zaufania, by odzyskać godność i urodę.

Najbardziej dotkliwe obelgi, drwiny, poniżające wyzwiska posypały się na Prezydenta RP. Pierwsze spadły od razu po Jego wyborze. Nie oszczędzono także początkowo Jego Małżonki, zanim postępowe panie Jej nie polubiły. Pomiatano Prezydentem w sposób bezprzykładny, nękano Go bezustannie. Nie dbano o godność najwyższego przedstawiciela Rzeczypospolitej. Pamiętamy zabierany samolot, pamiętamy pomniejszanie rangi urzędu, który sprawował, przy pomocy usłużnych prawników i dziennikarzy.

Pamiętamy wszystkie te haniebne: ?nie potrzebuję tu pana prezydenta?, ?jaki zamach, taki prezydent? i ?durnia mamy za prezydenta?, ?trup na wrotkach?. Wyśmiewano się z Jego nazwiska ? typowego, szacownego polskiego nazwiska ? wyśmiewano się w Polsce, jakby to nie była już Polska, jakby to było miejsce na Polenwitze lub Polish jokes. I liczono dni, jakie pozostały do końca Jego prezydentury.

Zgromadzonym przed telewizorami Polakom cynicznie wmawiano, że ważniejsze niż ideowość są przekleństwa bezdomnego Huberta, od którego rozpoczęła się era ?nowoczesnego PR? w Polsce, ?Borubar?, ?Irasiad?, przekręcony szalik czy flaga. Ekscytowano się ?małpkami? wypijanymi przez zapraszanego dzień w dzień, wieczór w wieczór i promowanego w partii rządzącej przedstawiciela polskiego motłochu. Sam premier wyrażał się ciepło o tym wspaniałym PR-owskim pociągnięciu. (por. dzieło ?Ja, Palikot?, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, s. 155).

Tyrady o małpce.

Czołowi politycy przekraczali granicę przyzwoitości, krzycząc: ?Były prezydent Kaczyński?, popisując się piskliwymi tyradami o dyplomatołkach i małpce Fiki Miki. Bo ani studia na najlepszej uczelni, ani dobra przeszłość, choćby opowiedziana tysiąc razy, nie ochronią przed obsunięciem się do poziomu motłochu. Niezawisłe sądy RP orzekały, że nazwanie prezydenta chamem nie jest obrazą, a jednocześnie skazywały doradcę prezydenta na kary za opisywanie powszechnie znanych poglądów słynnego na świecie obrońcy wolnego słowa i innych wolności?..

Sprawiedliwość, równe prawa dla słabszych i wolna, bezpieczna Polska ? to było jego credo. Był w gruncie rzeczy konserwatywnym socjalistą czy socjalnym konserwatystą, łączącym patriotyzm z wrażliwością społeczną i umiarkowanym konserwatyzmem obyczajowym. Nie był antyeuropejski??.

Niektórzy zaczęli trzeźwieć.

Lech Kaczyński był coraz bardziej osamotniony. Niedawno doszło do zwrotu na Ukrainie, coraz bardziej zagrożona jest Gruzja, ale pojawiły się znaki, że coś się zmienia. W niedzielę odbyły się wybory na Węgrzech, w których wygrał Fidesz. W Wielkiej Brytanii ogłoszono wybory, w których konserwatyści, sojusznicy PiS z Parlamentu Europejskiego, mogą odnieść zwycięstwo.

W Polsce zaczęło rosnąć zaufanie dla Prezydenta. Ostatni sondaż przed Jego śmiercią pokazywał dziewięcioprocentowy spadek poparcia dla kandydata PO i siedmioprocentowy wzrost poparcia dla Lecha Kaczyńskiego. Mnożyły się sygnały, że Polacy, że znaczna ich część zaczyna trzeźwieć, zaczyna powoli dostrzegać rzeczywistość. Za pół roku sytuacja Polski mogła być zupełnie inna. Śmierć Prezydenta przekreśliła te nadzieje.

Lecha Kaczyńskiego przedstawiano za granicą jako nacjonalistę i człowieka o skrajnych poglądach. Nigdy nim nie był. Kochał swoją rodzinę ? tu nie było żartów i nie było ?przebacz?. I kochał Polskę ? tu też nie było żartów, nie było ?przebacz?. Wiedział, że przeznaczenie postawiło Go na urzędzie w skomplikowanej sytuacji, na czele narodu zdezorientowanego. Był człowiekiem idei i wartości, nie taniej popularności. Był oryginałem.

Był nieśmiały i uparty, niereformowalny i nieustawialny. Zupełnie też niemedialny, często nieporadny przed kamerą, choć dzisiaj widzimy, że także w mediach można było go pokazywać inaczej. Potrzebował ciepła i przyjaźni, choć bywał ? co zrozumiałe ? nieufny i impulsywny. Był naprawdę wielkim człowiekiem. Nie potrzebowałem Jego śmierci, by to widzieć. I nie piszę tego dlatego, że się poniewczasie wzruszyłem i przyłączam do chóru zawodowych płaczek..?

Trzeci bliźniak.

Najgorsze rzeczy spotykały Go jednak od rodaków, którzy teraz Go opłakując, czują, że zostali oszukani i wzbiera w nich gniew i wstyd. Zawsze obawiałem się, że Jego prezydentura może zakończyć się tragicznie. Bałem się, że spotka Go los podobny do losu prezydenta Narutowicza, że znajdzie się jakiś intoksowany i indoktrynowany szaleniec, który będzie chciał zakończyć ten ?obciach?. Spotkał Go jednak inny los??..

Razem z Prezydentem zginęli ludzie, którzy byli nadzieją polskiej polityki: Władysław Stasiak, Grażyna Gęsicka, Tomasz Merta, Aleksander Szczygło. Zginął Janusz Kochanowski, który podczas ostatniej rozmowy opowiadał mi o tym, jak jego i jego rodzinę zaczęły nękać odpowiednie instytucje. Zginął Janusz Kurtyka, o którego nękaniu wiedziała cała Polska. Zginęła Anna Walentynowicz, która przeżyła i próbę otrucia w 1981 roku, i stan wojenny, i lata zapomnienia w III RP. Ich wszystkich łączył jeden wspólny rys ? byli ludźmi idei, a nie kariery. Byli państwowcami. Niestety już nie zabiorą głosu, by wyjaśnić, o co im chodzi, o co chodziło Prezydentowi.

Teraz już nie będzie przeszkadzał. Nie ma człowieka, nie ma problemu.

I gdy już nie ma problemu, nagle pokazano nam człowieka ? jakiegoś innego Lecha Kaczyńskiego. Okazało się, że był jeszcze trzeci bliźniak. Nie nieudacznik, który napisał pracę doktorską o Leninie wtedy, gdy inni walczyli o wolność, nie zaciekły, zapiekły polityk, ale człowiek wielkiego serca i umysłu, choć skromnej postury. Teraz przez ekrany telewizorów przesuwają się zastępy tych usłużnych gadających głów, które nigdy nie potrafią zamilknąć i zawsze się pchają do pierwszego rzędu. Teraz jego dawni koledzy z opozycji pokonali amnezję i przypominają sobie wspólne czasy, choć jeszcze niedawno nie potrafili wykrztusić ani jednego życzliwego słowa.

Grubej kreski nie będzie

A od tych, którzy przy Nim stali i pozostali, wymaga się, by milczeli, by odkreślili przeszłość grubą kreską, by się pojednali, by nie zakłócali atmosfery żałoby. Ale ich ? naszym ? obowiązkiem wobec Niego i Nich jest mówić. Grubej kreski tym razem nie będzie.

I wy miejcie odwagę, pozostańcie sobą. Już zaczęliście dzielić łupy i dobierać się do szaf. Zróbcie kolejne ?Szkło kontaktowe?, wyśmiejcie tę śmierć, wypijcie małpki. Zaproście Palikota i Niesiołowskiego. Krzyczcie: ?cham? i ?dureń?, i ?były prezydent Lech Kaczyński?. Wyśmiewajcie i drwijcie. Bądźcie sobą. Gardzę wami. Jestem dumny, że Go znałem.

 

Zdzisław Krasnodębski

Podziękowania

p1m      p2m    Podziekowanie Korczak m          

 

 

 

TV SOLIDARNOŚĆ


Pikieta pos Sejmem 2012 r. w sprawie referendum emerytalnegoPikieta w Wykrotach w obronie pracowników BDNManifestacja w Warszawie 2012 r przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 lat